Na szlaku Sprzęt

Wahoo Elemnt w rękach Bikeandfire

Kilka lat temu czekałem na pociąg w Poznaniu, wydaje mi się, że to była końcówka majówki, podszedł do mnie jakiś facet i pyta się jak sprawuje mi się mój Specialized Awol. Chwilę pogadaliśmy na temat rowerów, dostałem od Wojtka namiar na jego bloga i tak oto stalowy rower połączył obcych sobie ludzi. Od tamtej pory obserwujemy swoje poczynania. Kilka tygodni temu Wojtek zapytał mnie czy nie miałbym ochoty przetestować i opisać swoich wrażeń na temat licznika/komputera rowerowego Wahoo Elemnt. Jako, że interesuje się sprzętem rowerowym i ekscytują mnie takie rzeczy, bardzo się ucieszyłem. Uzgodniłem z Wojtkiem, że wyśle mi Elemnt na około tydzień. Poprosiłem go żeby dorzucił mocowanie przed kierownicę, wiadomo, że to +100 do prędkości i lansu. Od kilku lat użytkuje Garmin Etrex 30. Jest to typowo turystyczna nawigacja, która moim zdaniem całkiem dobrze sprawdza się jako licznik rowerowy. Skoro wszyscy już wiecie jak stałem się użytkownikiem Wahoo to mogę przejść do opisania moich wrażeń.

Licznik otrzymałem w oryginalnym, bardzo ładnym opakowaniu. W środku znajdowało się samo urządzenie, uchwyt do zamontowania go przed kierownicą, krótka instrukcja obsługi. Uchwyt montuje się jedna śrubą na imbus więc zajęło to dosłownie minutę. Pierwsze odpalenie Elemnta i stwierdzam, że monochromatyczny wyświetlacz prezentuje się bardzo przyjemnie. Żeby wykorzystać większość możliwości jakie oferuje to urządzenie trzeba na swoim smartphonie zainstalować aplikację od Wahoo. Tam też od razu podczepiłem swoje konto na Stravie, zezwoliłem licznikowi na przesyłanie moich treningów bezpośrednio na Strave jeśli znajdzie się w zasięgu mojego domowego WiFi. Moim zdaniem to bardzo wygodna funkcja. Do tej pory używając Garmin Etrex po zakończonym treningu muszę podpinać go na kablu do komputera, odpalać swoje konto na Stravie i manualnie pokazać jaki plik/ślad chcę wgrać jako mój trening. Niby to błahostka ale jak licznik robi to automatycznie odchodzi nam pamiętanie o tym gdzie jest kabel a to czasami trudna sprawa.

Wahoo to również rodzaj nawigacji rowerowej, bazuje on na mapach OpenStreetMap, są to darmowe mapy, bardzo dokładne, używa je również w swoim eTrexie i sprawują się bardzo dobrze. Są bardzo szczegółowe. W Wahoo żeby zainstalować mapę trzeba połączyć licznik ze smartphonem, w aplikacji wybrać jakie państwo chce się mieć wgrane i mapa się ściąga. Tutaj też jest to wygodniejsze niż w Garminie choć trzeba podkreślić, że Etrex to nawigacja turystyczna i to już leciwa a Elemnt jest dość świeży i takie porównanie nie jest nazbyt sprawiedliwe bo to zupełnie inne urządzenia. Wracając do konfiguracji i początków z Wahoo.

Pierwszy “trening” był bardzo krótki bo złapał nas deszcz, licznik jest oczywiście odporny na takie warunki, złącze micro USB jest  zakryte solidną, gumową uszczelką. Takie samo rozwiązanie jest w moim Garminie więc na tej podstawie wnioskuję, że wytrzyma naprawdę ciężkie warunki. Podczas tej krótkiej przejażdżki próbowałem ogarnąć wszystkie ekrany Elemnta. Każdy z nich można przybliżyć lub oddalić, w ten sposób rozmiar czcionki rośnie bądź maleje tak samo jak ilość wyświetlanych informacji a tych może być dużo. Zaczynając od prędkości aktualnej, godziny, dystansu, prędkości średniej, maksymalnej, całkowitego wzniosu i co bardzo fajna, temperatury. Bardzo mi brakuje termometru w moim Garminie. Kolejna strona to wykres wysokości, informację ile metrów w pionie już mamy z sobą, na jakiej jesteśmy wysokości itd. Trzecia strona to mapa, jak dla mnie osoby bardzo często jeżdżącej po tzw. śladzie to chyba najważniejsza funkcja tego urządzenia. Niestety tutaj też mamy największy zawód, możemy oglądać mapę tylko w tym obszarze na którym jesteśmy, nie da się jej przesunąć żeby zobaczyć co będzie za kilka kilometrów. Brak takiej możliwości jak dla mnie dyskwalifikuje Elemnt jako sportowo-turystyczne urządzenie.

Wracając do korzystania z Wahoo. Trzeci wyjazd zrobiłem już jako jazdę po wyznaczonym w domu śladzie. Jeśli chodzi o wygodę wrzucenia trasy do licznika to jest super, plik ze śladem miałem na dysku od Google, w telefonie otworzyłem ten plik przez aplikację Wahoo, kliknąłem żeby przesłał do urządzenia i już. Znowu obyło się bez kabli co mnie bardzo cieszy. Tym razem wycieczka przez pierwsze 30 km biegła wzdłuż rzeki po szutrach. Jak wcześniej pisałem wgrane mapy są bardzo szczegółowe i nie było problemu nawet z bardzo małymi ścieżkami, wszystkie zaznaczone na mapie. Tego dnia zobaczyłem też ogromną zaletę ekranu Elemnt, czytelność w pełnym słońcu jest rewelacyjna, mój Garmin musi się schować.

Kolejnym typowo treningowym sprawdzianem była moja ulubiona górka, no dobra w Koninie słowo górka to za dużo ale mam jeden krótki, dość konkretny podjazd i jak chcę się trochę wymęczyć to jadę tam zrobić 10-15 kółek. Elemnt w takim zestawieniu sprawdza się bardzo dobrze, na ekranie głównym mamy przycisk “Lap” i w ten sposób zliczamy okrążenia a że Wahoo ma tylko fizyczne przyciski a nie ekran dotykowy więc trafienie w ten guzik nie stanowi problemu nawet jak nasze tętno jest bardzo wysokie.

Przy kolejnej wycieczce postanowiłem przetestować funkcję śledzenia na żywo mojej trasy przez osoby które mają odpowiedni link. Po szybkim skonfigurowaniu tej funkcji poprzez aplikację. Tutaj trzeba dodać, że licznik musi być sparowany z telefonem podczas korzystania z tej opcji. W ramach testu wrzuciłem link na swój profil FB. Wiele osób pisało mi na bieżąco jak to działa. Okazało się, że przekaz na żywo idzie bez większych opóźnień, od osoby która widziała mnie na komputerze i na żywo wiem, że różnica wynosiła kilkadziesiąt metrów więc to naprawdę dobry wynik. Przy używaniu tej funkcji zastanawiałem się jak poradzi sobie z tym bateria w Wahoo. Przejechałem wtedy 125 km, z przerwami zajęło mi to 5 h 20 min. Na koniec trasy miałem jeszcze 54% baterii. Ciężko mi ustosunkować się czy to dużo czy mało. Podczas jazdy na liczniku migają diody, chyba, że je wyłączymy ale jak wiadomo wtedy zaliczamy -50 punktów do stylówki a tego przecież nikt nie chce. A tak serio diody te informują nas czy jedziemy szybciej czy wolniej w stosunku do średniej prędkości na danym treningu a kiedy mamy licznik sparowany z telefonem to górne diody informują nas o segmentach na Stravie. To fajna funkcja jeśli ktoś lubi czasami pościgać się o KOM. Już w domu kiedy zobaczyłem wykres wysokości okazało się, że Wahoo tego dnia słabo to wyliczał, start i meta była w tym samym miejscu a na wykresie wyszło 134 m na starcie i 213 m na koniec. Pogoda była stabilna więc czujnik barometryczny nie miał zmiennych warunków.

W ustawieniach można wybrać czy mapa ma się obracać wraz z naszym kierunkiem jazdy czy w drugiej opcji północ ma być zawsze na górze. Ja wolę tą drugą opcję, niestety podczas jazdy po śladzie mapa i tak obraca się wraz z naszym kierunkiem. Mała rzecz a denerwuje.

Ostatnia wycieczka to 157 km przejechana w 6h 40 min (z przerwami), wszystkie wyżej wymienione spostrzeżenia się tutaj potwierdziły.

Zalety:

  • różne możliwości montażu (na mostku, przed kierownicą)
  • bardzo dobra jakość wykonania
  • solidna gumowa zaślepka od portu micro USB
  • rewelacyjna czytelność ekranu w pełnym słońcu
  • bazowanie na szczegółowych mapach OpenStreetMap
  • mnóstwo informacji które można wyświetlać na ekranie, jak również możliwość ograniczenia ich liczby tylko do aktualnej prędkości
  • automatyczna synchronizacja treningów z Strava
  • bardzo intuicyjna aplikacja na smartphona
  • możliwość udostępnienia naszej trasy na żywo
  • migające diody sygnalizują czy jedziemy szybciej czy wolniej w stosunku do średniej prędkości, górne diody sygnalizują nam zbliżający się segment na Stravie bądź jak przejedziemy skręt kiedy korzystamy z wgranej trasy
  • na pierwszym ekranie przycisk Lap do zliczania okrążeń w bardzo łatwy sposób

Wady:

  • brak możliwości przesuwania mapy
  • obracanie się mapy podczas nawigacji po śladzie pomimo ustawienia opcji, że północ ma być zawsze na górze

 

Sylwek B

Mam na imię Sylwek. W 2014 roku wskoczyła mi trójka z przodu ;). Jestem strażakiem w Państwowej Straży Pożarnej. Od zawsze uwielbiałem góry i jazdę na rowerze. W centrum Polski nie ma gór więc głównie rozwijam pasję rowerową. Możesz śledzić moje poczynania na instagrame, youtube i facebook.

komentarzy

  • Analizując plusy i minusy tego komputerka należało by go chyba zestawić z Garminem Edge 520 i okazuje się, że i tak w kwestii nawigowania jest lepszy od Garmina. Bo tak naprawd to nie jest jeszcze segment prawdziwych autonomicznych nawigacji tylko bardziej komputerków rowerowych i tu nawigowanie zawsze będzie potraktowane nieco po macoszemu. W Garminie 520 to właściwie mamy tylko jazdę po śladzie i w tej kwesti działa to średnio. Nie raz jadąc na tym Garminie gubiliśmy drogę. W Wahoo idealnie nie jest ale i tak wygląda to lepiej. Z tego co patrzę to Wahoo nie ma (zapewne jeszcze) urządzenia, gdzie główną funkcją jest nawigacja.

  • Warto też dodać

    Plusy:
    * bezpłatne mapy na cały świat
    * port USB znajduje się na spodzie co pozwala na bezpieczne ładowanie urządzenia podczas podróży w deszczu

    Minusy:
    * brak nazewnictwa ulic

Kliknij żeby dodać post

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.