Na szlaku Sprzęt Tests

Lokalizator bluetooth notiOne – szukajcie a znajdziecie

notiOne

Wiecie, co jest gorsze od zgubienia jakiejś rzeczy? Zgubić coś i nie znaleźć. W ten oto sposób mamy już za sobą porcję suchych żartów. Jest wiele metod na radzenie sobie z zagubionymi przedmiotami, od rozlepiania plakatów, aż po litanię do Św. Antoniego. Natomiast jak świat światem, nie sądzę żeby ktokolwiek wymyślił coś lepszego, niż zapobieganie. Niektóre rzeczy można do siebie przywiązać (klucze, scyzoryk, psy, dzieci), inne zaś już trudniej. Era cyfrowa dała nam kilka nowych możliwości, które znacznie ułatwiają znalezienie zguby.

Po pierwsze GPS

Lokalizator GPS z modułem GSMSą urządzenia aktywne, z wbudowanym odbiornikiem GPS i nadajnikiem, który może być po prostu modułem GSM. Miniaturyzacja ma niestety swoje ograniczenia i chyba nadal nie ma możliwości zbudowania mikro urządzenia wyposażonego w odbiornik, nadajnik i baterię wystarczająco pojemną, żeby to wszystko zasilić przez jakiś sensowny czas. Znalazła się jednak inna metoda. Można bowiem bez większych problemów zrobić urządzenie zawierające w sobie nadajnik bluetooth i baterię wystarczającą na rok nieprzerwanej pracy, które wielkością i wagą zawstydzi wiele breloczków do kluczy.

Co to w ogóle jest?

Takie urządzenie nazywane jest czasem beacon (ang.: latarnia), ponieważ jego zadaniem jest zasadniczo ciągłe wysyłanie sygnału. Ponieważ, w wyniku braku odbiornika GPS, urządzenie nie wie gdzie się znajduje, jedyne co wysyła to swój identyfikator. Jeśli w pobliżu znajdzie się nastawiony na odbiór takich sygnałów telefon komórkowy, przechwyci on sygnał, doda do niego swoją (telefonu) pozycję (w końcu jest wyposażony w GPS) i prześle przez internet na serwer.

notiOneJak łatwo wywnioskować z powyższego – im więcej urządzeń otwartych na sygnał naszego beacona, tym częściej na serwer wysyłana będzie pozycja naszego breloczka. Ta sieć “społecznych” lokalizatorów jest największą siłą tego rozwiązania. Równocześnie może być to jego największą wadą. Kiedyś kupiłem w prezencie gwiazdkowym podobne urodzenie, niestety działało ono tylko w oparciu o telefon właściciela, ponieważ w pobliżu nie było ani jednego użytkownika aplikacji producenta, a więc o żadnym “Crowd Locate” nie było mowy. Dlaczego notiOne jest inny – o tym za chwilę.

No to jeszcze raz: notiOne jak to działa?

Lokalizator notiOneKupujemy urządzenie, instalujemy stosowną aplikację (dostępną na system Android i iOS) i parujemy urządzenie z naszym notiOne. Zostawiamy włączony bluetooth, a aplikacja działa sobie w tle. Co 5 minut aplikacja odbiera sygnał z naszego urządzenia i zapisuje pozycje. Możemy sobie obejrzeć wszystkie zapisane lokalizacje na mapie, korzystając z aplikacji w telefonie albo logując się na stronie internetowej. W ten sposób znajdziemy na pewno ostatnie miejsce, w którym nasz telefon “widział” notiOne.

Aplikacja ma też funkcję ostrzegania, jeśli za bardzo oddaliliśmy się od przedmiotu, do którego zamocowany jest nadajnik. Jeśli znajdziemy się w pobliżu notiOne, możemy włączyć funkcję szukania i wtedy zaczyna się zabawa w ciepło-zimno. Na wyświetlaczu będziemy odczytywali na bieżąco moc nadajnika, dzięki czemu będziemy widzieli, czy przybliżamy się do niego, czy oddalamy. Sam nadajnik wyposażony jest w diodę, która ma ułatwić poszukiwania.

Jak szukać?

Po sprawdzeniu ostatniej znanej lokalizacji przedmiotu, wybieramy to miejsce jako początek poszukiwań. Najlepiej zastosować jedną z klasycznych metod poszukiwawczych, czyli poszukiwanie po coraz większych okręgach, od wyznaczonego punktu środkowego lub poszukiwanie wzdłuż linii pomiędzy założonymi granicami poszukiwań. Jeśli to my zgubiliśmy przedmiot – trzymamy się trasy, którą poruszaliśmy się w momencie, w którym przedmiot został potencjalnie zgubiony, zaczynając od ostatniej zalogowanej pozycji zguby, do miejsca w którym uświadomiliśmy sobie jej brak.

A co jeśli w momencie zagubienia przedmiotu nie mieliśmy przy sobie telefonu, włączonego bluetooth, czy przedmiot mógł zmienić lokalizację (na przykład został skradziony)? Taka sytuacja wydaje się beznadziejna, ale jest jeszcze szansa. Tutaj właśnie zaczyna działać rozproszona sieć użytkowników.

#ZGUBOZNALAZCY

Jak pisałem na początku, sieć telefonów otwartych na odbiór sygnałów z lokalizatorów może być największą siłą tego typu gadżetu. NotiOne chwali się (wciąż rosnącą) siecią 1 000 000 zguboznalazców. To jest największa siła notiOne! Skąd ta liczba skoro produkt jest tak młody? Wnikliwy poszukiwacz odkryje powiązanie notiOne z pewną aplikacją, bardzo popularną wśród kierowców samochodów. To właśnie użytkownicy tej aplikacji, są lwią częścią sieci zguboznalazców. Nie ma się co oszukiwać, w środku lasu, czy na bocznych drogach lepiej liczyć na swój telefon. Największe zagęszczenie zguboznalazców znajdziemy w dużych miastach oraz na głównych drogach.

Podsumujmy

Jeśli chodzi o samą budowę urządzenia, możemy zarzucić mu tylko jedno – brak “brzęczyka”. Odnalezienie notiOne byłoby o wiele łatwiejsze, jeśli urządzenie wydawałoby z siebie jakiś intensywny dźwięk wysokiej częstotliwości. Póki co jedyną pomocą jest dioda, ale ta zamontowana jest tylko po jednej stronie urządzenia, jeśli więc będziemy mieli pecha to będzie ona niewidoczna. Producent ponoć już pracuje nad wersją z sygnałem dźwiękowym, więc będzie lepiej. Zbędny wydaje się nam zamontowany w notiOne magnes, nie zaufałbym mu w kwestii utrzymania urządzenia.

Lokalizator notiOnePrzejechaliśmy z lokalizatorami notiOne ponad 500 km, z czego dużą część bez zainstalowanej, czy włączonej aplikacji oraz bluetooth, żeby sprawdzić jak często naszą pozycję prześle inne urządzenie. Cudów nie ma, na 90 km odcinku naszej trasy z Poznania do Jarocina (bocznymi drogami) zostaliśmy zlokalizowani kilkanaście razy.

notiOne - screen ze strony www
Na tym odcinku trasy nie mieliśmy telefonu z aplikacją notiOne. Dodatkowo poruszaliśmy się bocznymi drogami a jednak punkty układają się w logiczną całość trasy.

Niby niedużo, ale i tak lepiej niż poszukiwania w ciemno. Obstawiamy, że w Polsce i tak nie znajdziemy większej sieci, która na dodatek ciągle rośnie. Z drugiej strony, jeśli akurat mamy przy sobie normalnie działający telefon z zainstalowaną aplikacją, to na zbliżonej trasie pojawia się już o wiele większa liczba zapisanych pozycji, jeśli więc chcemy zwiększyć swoje szanse w poszukiwaniach (np zagubionych kluczy) to lepiej wziąć to pod uwagę.

notiOne - screen ze strony www
Ilość logowań pozycji przy włączonym telefonie z aplikacją.

W mieście sprawy mają się już zupełnie inaczej – nawet na krótkim odcinku urządzenie jest najczęściej logowane przynajmniej kilka do kilkunastu razy. To o wiele lepszy wynik.

notiOne - screen ze strony wwwNa mapie widać też, że okręgi mają różne średnice. Jest to zależne od stanu “dokładności” gps telefonu, który podawał lokalizację naszego notiOne. Jeśli nie mógł on złapać odpowiedniej ilości satelit – poda orientacyjną lokalizację, która czasem może być całkiem sporym obszarem. Ciekawostką jest też to, że nawet jeśli telefony nie mają dostępu do internetu i tak zapisują wszystkie dane i wysyłają na serwer kiedy tylko to możliwe. Może się więc okazać, że po jakimś czasie pojawią się dodatkowe pozycje na mapie.

notiOne pod siodełkiem rowerowymJest to na pewno najlepsze urządzenie z jakim mieliśmy do czynienia, naprawdę działa choć nie można podchodzić do niego jako do magicznego pudełka, które zagwarantuje nam 100% odnalezienie każdej zguby. Za niewielką cenę możemy jednak mieć coś, co może nam pomóc, dodatek do zachowywanych przez nas środków ostrożności i pomoc w codziennym roztargnieniu.

Wojtek

Wojtek – zapalony rowerzysta zarażony od dziecka miłością do wody, biwakowania oraz jak najbliższego obcowania z przyrodą. Odwieczny foto-turysta (również w swoim mieście – Poznań). Zaprzysięgły miłośnik mikro-podróży oraz turystyki krajowej. Ciągle przedkłada przeżywanie chwil nad ich rejestrowaniem czego żałuje kiedy przychodzi czas pisania. Pewniej czuje się na ziemi lub wodzie i niechętnie wsiada do samolotu. Trochę geek, trochę gadżeciarz, niepoprawny kofeinista alternatywny… W zasadzie „trochę” wszystkiego czego się da trochę.

Dodaj komentarz

Kliknij żeby dodać post

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.