Wschodnia Przygoda – Część III - 500 miles
Na szlaku Stories

Wschodnia Przygoda – Część III

Dzień 5 – środa (15/06/16)

Trasa: Krzyczew – Grabarka (75 km)

Wiecie jakie to wspaniałe uczucie po 7 godzinach w mokrych butach, skarpetach, spodniach, koszulce, bluzie i kurtce przebrać się w suchą i ciepłą bawełnę a potem wskoczyć do mięciutkiego śpiwora? To teraz wyobraźcie sobie to wszystko w drugą stronę. Nie wiem co było bardziej „bolesne” zakładanie kompletnie mokrych butów na wilgotne skarpety czy mokrych spodni… Co zrobić, nie było jak wysuszyć ubrań a jechać trzeba. Pomagała jedynie myśl o prognozowanej poprawie pogody w ciągu dnia. Ostatecznie przestało padać dopiero koło 11. To był długi dzień, bo zaczął się późno. Na dodatek ponieważ poprzedniego dnia nie zrobiliśmy zakupów, na śniadanie musieliśmy zrobić rezerwowy makaron z tuńczykiem (oficjalne danie wyprawy). Wjechał też „Lewy Sierpowy” od ZmianyZmiany dla poprawy morale po zakładaniu mokrych i zimnych spodni.

Po drodze – Sanktuarium Unickie w Pratulinie.

Potem najważniejszy postój na tej trasie czyli Janów Podlaski a dokładnie Stadnina Koni Arabskich w miejscowości Wygoda. Słońce już pięknie przygrzewało więc najpierw kawa i podsuszenie rzeczy a potem objazd stajni i wybiegów. Bardzo lubię konie. Podziwiam ich mistyczny majestat. Konie arabskie są zupełnie inne niż te, które widywałem dotąd. Już z daleka widać ich temperament.

Potem szybkie zakupy w Janowie, robiliśmy usmażyliśmy sobie w parku na tamtejszym rynku kiełbaski i ruszyliśmy dalej. Trzeba było przeprawić się na drugą stronę Bugu, ale niestety prom w Niemirowie nie działa (zbyt niski stan wody). Z tym promem to jest cała heca. Przy okazji tworzenia Green Velo miała tam powstać kładka uniezależniająca rowerzystów od promu. Niestety – województwa się nie dogadały trzeba drałować przez Zabuże-Mielnik.

Zanim jednak dojechaliśmy do przeprawy wstąpiliśmy na punkt widokowy w Borsukach. Rozpościera się z niego malowniczy widok na zakole Bugu. Kawałek dalej zachęcająco otwarta brama zaprosiła nas do „Dworku Zaścianek”. Przemiły właściciel (także rowerzysta) poczęstował nas kawą i pokazał to niezwykłe miejsce. Mam wrażenie, że mimo wysokiego (bardzo wysokiego) standardu udało się tam zachować ciepły, domowy charakter.

Basen, bania – chętnie bym skorzystał ale szlak wzywał dalej. Po drodze zachwycała coraz gęstsza drewniana zabudowa. Mielnik jest niezwykle urokliwą miejscowością. Zadbana z czystą toaletą przy głównym skwerze. Jest tam kopalnia kredy a cała miejscowość leży przytulona do rzeki. Kawałek dalej Green Velo znów zaskoczyło bez ostrzeżenia zjeżdżając z asfaltowej drogi w las. W ten sposób dojechaliśmy do Świętej Góry Grabarki. Było późno więc na noc zostaliśmy w najbliższej agroturystyce.

Dzień 6 – czwartek (16/06/16)

Trasa: Grabarka – Białowieża (90 km)

Postanowiliśmy po prostu ruszyć w drogę. Nie byliśmy pewni czy będzie nam się chciało za jednym razem przejechać całą trasę z Grabarki do Białowieży i mieliśmy to określić po drodze. Początek trasy szedł całkiem nieźle choć po pewnym czasie jechaliśmy dosyć uczęszczaną (jak na dotychczasowe standardy) trasą bez pobocza czy ścieżki. Chcieliśmy ominąć Kleszczele i jechać od razu na miejscowość Czeremcha. To było nasze Paris – Roubaix. Jechaliśmy taką drogą nie więcej niż 10 km, zupełnie inaczej będę teraz patrzył na kolarzy jadących po kocich łbach.

W miejscowości Rogacze wrócił temat dętek M. Ewidentnie problem z opaską na obręczy więc nie tylko łatanie dętki ale też musiałem zaimprowizować opaskę z dętki. Póki co – działa. Upał lał się z nieba, w słońcu jak w piecu hutniczym. Postanowiliśmy jechać do Białowieży blisko granicy. W miejscowości Czeremcha zaplanowana przez nas trasa poprowadziła nas na piaszczystą drogę, mocno nadwyrężoną. Wizja przejechania nią 50 km wprowadziła nagłą korektę planu. Wybraliśmy wariant łączony i w miejscowości Dobrawoda złapać pociąg do Hajnówki.

Mieliśmy dużo szczęścia bo takie pociągi są w ciągu dnia tylko 3. Czekając na nasz pociąg ostatecznie osuszyłem buty. W Hajnówce znów na Green Velo i piękną trasą przez Teremiski i Budy dojechaliśmy do Białowieży.

Pole namiotowe („U Michała”) wysoki standard ale drogo. Poznaliśmy przemiłego rowerzystę z Austrii, który ma za sobą podróże na każdym kontynencie. Z wykształcenia i zawodu leśnik. To był czwartek, wieczorem miał być mecz Polska – Niemcy. Nawet ja (kompletnie obojętny na piłkę nożną) miałem ochotę obejrzeć ten mecz. Poszliśmy coś zjeść do Restauracji Pokusa.

Uwaga – jeśli kiedykolwiek będziecie w Białowieży KONIECZNIE idźcie tam coś zjeść. Ja wiem, że 90 km „w tyłku” mocno zaburza smak ale dawno już tak dobrze nie jadłem. Dowiedzieliśmy się też, że mecz będzie oglądany w małym barze w centrum…

Cóż za atmosfera, jakie emocje a do tego wyśmienite piwo… Za dużo piwa. W barze była gitara więc po meczu złapałem za nią i zaczął się koncert… Powrót na pole namiotowe w towarzystwie pary ze Szczecina – trudny ale wesoły.

Dzień 7 – piątek (17/06/16)

Trasa: Puszcza Białowieska (30 km)

Poranek był ciężki. Bardzo ciężki. Utwierdził mnie tylko w przekonaniu, żeby nigdy w życiu nie dotykać alkoholu. Na 10 byliśmy umówieni z Magdą (zapoznaną w trakcie wspólnego kibicowania) na wspólny objazd puszczy. Byłem pewien, że jajecznica na boczku postawi mnie na nogi. Wziąłem jajka i boczek i ruszyłem do wiaty na polu namiotowym. Zrobiłem krok i w oka mgnieniu patrzyłem na niebo, drzewa i pochylającego się nade mną Johannesa. Okazało się, że trafiłem głową w niską belkę wiaty i wyłożyłem się na plecy. Na szczęście rana nie była głęboka, że nie trzeba było szyć (to byłby dopiero problem). Śniadanie pomogło i ruszyliśmy na lekko na 30 km wycieczkę po białowieskich lasach. Bardzo polecam przejść (lub przejechać) ścieżkę Żebro Żubra.

Prowadzi żwirowym nasypem lub drewnianą kładką do Rezerwatu Pokazowego. Byliśmy też na słynnym Miejscu Mocy gdzie nasz austriacki kompan przytulał drzewa. Przy każdej okazji rozmawialiśmy z leśnikami, Johannes sporo tłumaczył a i Magda jest po technikum leśnym więc dzieliła się z nami wiedzą.

Obejrzeliśmy nie tylko imponujące wielowiekowe dęby ale też kompletnie martwe połacie lasu. Widzieliśmy nawet martwy młodnik.

Rozmawialiśmy o przyczynach gwałtownego wzrostu liczebności korników i przyszłości puszczy. Byliśmy nawet zobaczyć samego winowajcę (w Puszczy ustawione są specjalne pułapki feromonowe).

To wszystko zachęca do dalszego zgłębiania tematu tak czy inaczej fakty są nieprzeciętnie smutne. Po wycieczce zwinęliśmy namiot i przenieśliśmy się do agroturystyki gdzie dołączały do nas Ewa i Iza, i gdzie mieliśmy spędzić kolejne dwie noce odpoczywając przed dalsza trasą. Kiedy wszedłem pod prysznic nie chciałem spod niego wychodzić. Atrakcją wieczorem była przechodząca nad Polską nawałnica i wichury co skończyło się wyłączeniem prądu na kilka godzin. Nie chciałbym tego czasu spędzać pod namiotem.

Dzień 8 – sobota (18/06/16)

Trasa: Puszcza Białowieska – Zwiedzanie piesze

To był dzień bez rowerowania. Pieszo zwiedziliśmy najświętszą część Puszczy Białowieskiej – Rezerwat Ścisły. Zdjęć z tej wycieczki niewiele, być może zdecyduję się opisać pobyt w Białowieży oddzielnie.

Ciąg dalszy: Wschodnia przygoda cz. IV

komentarz

Kliknij żeby dodać post

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.