Trail stuff Stories

Wielki Trawers Wielkopolski

Send to Kindle

Majówka w Polsce to okres pełen napięć. Jest to zazwyczaj czas bardzo wyczekiwany, pierwszy tak długi, wiosenny zestaw bardziej lub mniej wolnych dni ale też pogodowa loteria. W 2017 roku przymrozki i tłumy przegnały nas z Jury Krakowsko-Częstochowskiej. W tym roku wybraliśmy spokojniejszy wariant – postanowiliśmy przyjrzeć się bliżej naszej rodzimej Wielkopolsce.

Wielkopolska jest całkiem spora. To drugie co do powierzchni (po Mazowieckim) województwo w Polsce. Czy przyjrzeliście się kiedyś jaki ma kształt? To jest kura!

Postanowiliśmy wykorzystać majowy ługi weekend na przejazd od grzebienia do nóg. Ktoś oczywiście pomyślał o takiej trasie i wyznaczył Transwielkopolską Trasę Rowerową (TTR) podzieloną na dwa odcinki. Północny (od miejscowości Lotyń do Poznania) oraz południowy (od Poznania do Siemianic). Potraktowaliśmy TTR jako podstawę naszego Wielkiego Trsaweru Wielkopolski modyfikująco go na bieżąco pod wpływem sił (lub ich braku), ciekawości, możliwości, osobistych sympatii oraz zainteresowań.

Każda wyprawa (mała czy duża) rozpoczyna się od pierwszego kroku. U nas zazwyczaj jest to trasa na dworzec PKP żeby pociągiem “dowieźć się” na początek trasy rowerowej. Niemal za każdym razem jedziemy tam z duszą na ramieniu. Nigdy bowiem nie wiadomo, jaką tym razem niespodziankę przygotował dla nas jeden rodzimych przewoźników kolejowych. Tym razem czekało na nas urocze opóźnienie 30 minut (“za które serdecznie przepraszamy”). Ostatecznie gniliśmy na zatłoczonym peronie 45 minut (“może ulec zmianie”) zanim pojawił się tam nasz pociąg.

Wagon dla rowerów jak zwykle samoistnie przeistoczył się w wagon dla studentów ale znalazło się na szczęście miejsce na nasze dwa rowery.

Czy tylko mi wydaje się, że skoro tak często pociągi są opóźnione to należałoby ZMIENIĆ ROZKŁAD?! Tak. Wiem, że trasa z Poznania do Piły z wpisanym w rozkład czasem wydłużonym o 45 minut wygląda idiotycznie. Taki czas nikogo nie zachęci do skorzystania z usług PKP Inter City ale przynajmniej będzie to uczciwa informacja. Wiem jednak, że czasem żeby było lepiej musi być gorzej więc z utęsknieniem wypatrujemy efektów remontów.

Dzień 1

Okonek – Piła – Czarnków

Ścieżki rowerowe Obrzycko-Szamotuły

Piękna trasa przez las, po wiosennych pracach leśnych ale bez tragedii, podobnie piach

Zalewy na Gwdzie – czad

Miejsce postojowe, stanica harcerska (o co chodzi z tym zakazem biwakowania)

Duża różnorodność krajobrazu, wyżyna przed Radolinem (pradolina Noteci?!)

Marina Czarnków – Bosman Zdzisiu! Świetne warunki.

Browar Czarnków – sklep firmowy

Dzień 2

Czarnków – Szamotuły – Poznań

Ścieżki rowerowe Obrzycko-Szamotuły

trasa do Poznania za Pamiątkowem (sporo kolarzy i nic dziwnego)

Dzień 3

Poznań – Środa Wlkp. – Jarocin

Ruszyliśmy wcześnie rano. Trochę chłodno więc rogrzewaliśmy się mocną jazdą. Pochodzę z Jarocina a mieszkam w Poznaniu więc trasę Poznań – Jarocin przejeżdżam rowerem kilka razy do roku. Tym razem szlak poprowadził nas zupełnie inną trasą. Jej plustem jest na pewno to, że prowadzi przez malowniczą Środę Wielkopolską. Poza tym prom w Pogodzelicy lub (tylko w sesonie) w Czeszewie (alternatywne trasy) Śmiełów i Żerków. Na końcu Jarocin (aquapark, Kawiarnia Kinowa)

Dzień 4

Jarocin – Ostrów Wlkp. – Kobyla Góra

Namówiłem mojego przyjaciela Przemka z Jarocina żeby towarzyszył mi w drodze do Ostrowa. Ten odcinek wydał mi się najbardziej płaski. Wiatr nie ułatwiał sprawy dlatego leśne odcinki były dla nas wytchnieniem W końcu Ostrów. Przemo (nie bez żalu) wrócił do Jarocina a ja skorzystałem z zaproszenia kolegi Marcina. Czekał na mnie wyśmienity obiad, pyszna kawa i przemiła rozmowa. Tak naładowany postanowiłem ruszyć dalej bez konkretnego celu. Bardzo malownicza trasa prowadziła mnie pomiędzy stawami hodowlanymI. Kawałek trasa postawiła przede mną

Pałac w Antoninie jest w trakcie gruntownego remontu dlatego mogłem go zobaczyć tylko z zewnątrz ale i tak zrobił na mnie wielkie wrażenie. Dzień był jeszcze młody a w nogach sporo siły dlatego postanowiłem jechać dalej. Marcin powiedział mi o ciekawym miejscu, sztucznym zbiorniku zlokalizowanym przy najwyższym szczycie Wielkopolski Kobylej Górze. Choć było to poza moją zaplanowaną trasą postanowiłem tam właśnie spędzić noc.

Można powiedzieć, że dojazd do Kobylej Góry był zgodny z nazwą. Sporo podjazdów na dodatek, drogą, którą nad zalew jechało całkiem sporo majówkowiczów. Na dodatek wszystkim bardzo się spieszyło, pędzące samochody mijały mnie ze świstem. Dojechałem bardzo zmęczony, szybkie zakupy w sklepie i bez zastanowienia skierowałem się do pierwszego lepszego (sic) pola namiotowego. Znalazłem je przy hotelu Wagabunda. Na miejscu –  skansen PRL-u lat 70. Infrastruktura nietknięta od tego czasu ludzką ręką za to nie oszczędzana przez ząb czasu. Rozwiesiłem hamak wśród starych i pustych przyczep kempingowych i zrobiłem sbobie na kolację biwakowy Pad Thai. W trakcie przygotowań okazało się, że w zestawie kuchennym brakuje sporków. Żeby nie jesć gorącego makaronu palcami zaimprowizowałem sobie prowizoryczną łyżkę z puszki. Podziękowania za tę przygodę należą się Michaline (jeszcze raz proszę, nie wyciągaj sporków z zestawu kuchennego).

Dzień 5

Kobyla Góra – Kostów – Kępno

Dawno już nie pamiętam tak ciepłej majowej nocy w hamaku. Być może faktycznie było ciepło a może to, że zamiast kłaść się śpiworem na materacu ułożonym w hamaku włożyłem materac do środka śpiwora. Dzięki temu nie wysuwał się on spode mnie w nocy. Spałem wyśmienicie. Rano, po szybkim śniadaniu i kawie dość wcześnie ruszyłem w drogę. Koniec Wielkopolski był już blisko. Po drodze kolejne malownicze wioski, pola i lasy. Cała trasa prowadziła świetnym asfaltem co cieszyło mnie po leśnej mordędze poprzedniego dnia. Dzień był gorący, szybko dojechałem do granicy Wielkopolski. Kiedy wysłałem koledze zdjęcie znaku obwieszczającego tę okoliczność odpisał “Azja”. Chwilę później zobaczyłem namalowany na znaku napis ROSJA.. A więc jednak… W Kostowie nie zatrzymywał się 3 maja żaden pociąg więc postanowiłem zakończyć swoją trasę w Kępnie. Po drodze jeszcze tylko zdjęcie przy znaku granicznym Wielkopolski a potem zasłużony popas w Kępnie.

Ruszając na Wieki Trawers Wielkopolski byłem dość sceptyczny, wydawało mi się, że znam ten rejon dość dobrze. Byłem pewien, że Wielkopolska jest płaska, mocno zagospodarowana rolniczo a przez to w zasadzie – nudna. Oczywiście spodziewałem się lasów, rzek ale i to zazwyczaj jest na terenie Wielkopolski zagospodarowane i “pod linijkę”. Spotkało mnie jednak wiele zaskoczeń i zachwytów. Sztuczne zbiorniki na Gwdzie, malownicze pola, wioseczki i miasta często tworzące wrażenie samodzielnych enklaw, pałace z pięknymi parkami, domy z uroczymi gankami, przyroda z mnóstwem zwierząt i ptaków i jak zwykle – wspaniali ludzie.

Send to Kindle

Wojtek

Wojtek – zapalony rowerzysta zarażony od dziecka miłością do wody, biwakowania oraz jak najbliższego obcowania z przyrodą. Odwieczny foto-turysta (również w swoim mieście – Poznań). Zaprzysięgły miłośnik mikro-podróży oraz turystyki krajowej. Ciągle przedkłada przeżywanie chwil nad ich rejestrowaniem czego żałuje kiedy przychodzi czas pisania. Pewniej czuje się na ziemi lub wodzie i niechętnie wsiada do samolotu. Trochę geek, trochę gadżeciarz, niepoprawny kofeinista alternatywny… W zasadzie „trochę” wszystkiego czego się da trochę.

Dodaj komentarz

Kliknij żeby dodać post

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.