Na szlaku Sprzęt Tests

Wspomnienia na półce

Ciągle szukamy metod na odchudzenie naszych rowerów i bagaży. Bardzo cieszyłem się kiedy udało mi się przed ostatnim sezonem „uciąć” na moim bagażu ponad kilogram. Ostatecznie kończy się to tak, że co prawda zabieram ze sobą jedną parę butów (no dobra + sandały) ale masę wagi i przestrzeni zajmują aparaty, kamery, ładowarki i komputer…

Ostatni raz wziąłem tyle sprzętu… chyba…

Żeby nie było – są momenty kiedy patrzę na coś takiego i łapię się za głowę. Prawda jest taka, że jest we mnie potrzeba zachowywania miejsc, ludzi, widoków tak samo duża jak ta, która sprawia, że wsiadam na rower i jadę daleko i śpię w lesie. Zachować chwilę na później, dla siebie, dla innych, na zawsze. Moja przyjaźń z fotografią sięga czasów analogowych i pozostało mi po nich wiele przyzwyczajeń. Jednym z nich jest sposób oglądania/dzielenia się zdjęciami. Ekran wystarcza mi tylko na chwilę, na moje doraźne potrzeby. Opowiadając o wycieczkach znajomym wolę kiedy mogą sami przeglądać zdjęcia w formie fizycznej. Fizyczna, papierowa forma zdjęć ma wiele zalet. Przede wszystkim wymusza ograniczenie ich ilości. Nie chcę tu pisać o maratonach oglądania setek zdjęć znajomych – jestem wielkim przeciwnikiem. Zdjęcia „w ręce” oglądające dają mu możliwość regulowania tempa a opowiadającemu – dostosowania do tego narracji. Dzięki temu całość jest bardziej atrakcyjna dla oglądającego. Poza tym z tego co słyszę dookoła częściej zdarzają się awarie dysków niż albumów ze zdjęciami. Do tej pory po sezonie wybierałem najciekawsze zdjęcia i zamawiałem większą partię odbitek. Lubię format pocztówkowy, matowe odbitki dobrze znoszą wielokrotne dotykanie. Przechowuję je w kartonowych pudełkach i każdy może w dowolnej chwili sięgnąć po nie. Zawsze wiedziałem, że najlepszą alternatywą dla odbitek byłoby zrobienie albumu zawsze jednak było jakieś ALE. Najciekawsze są samodzielnie robione albumy. Ich tworzenie urosło do rangi sztuki i jest znane jako scrapbooking. Wymaga to jednak sporego nakładu czasu, cierpliwości i talentu – są to dokładnie te trzy składniki, które występują u mnie w niedoborze. O wiele prostszą alternatywą są oferowane teraz wszędzie foto-książki. Zachęcony kodem promocyjnym od producenta – firmy Saal-Digital postanowiłem sprawdzić czy to jest coś dla mnie.

Jak to działa?

Foto-książka to cyfrowy album fotograficzny. Zamiast wklejać zdjęcia układamy je na cyfrowych stronach. Tak samo jak w wersji klasycznej możemy dodawać podpisy czy dodatkowe elementy ale możliwości jest znacznie więcej. Jeśli poddajemy zdjęcia obróbce producent książki udostępnia profile kolorystyczne dzięki którym mamy możliwość dokładniejszego odwzorowania kolorów. Cała przygotowanie takich książki odbywa się w pobranej ze strony producenta aplikacji do której wrzucamy wybrane zdjęcia. Po wybraniu parametrów książki (wielkość, ilość stron, wykończenie) możemy zacząć układać zdjęcia.

saal_digital

Kreatywni zaczną pewnie od pustych stron i według własnej koncepcji będą dodawać kolejne zdjęcia czy inne elementy. Alternatywą jest skorzystanie z gotowych szablonów. Do wyboru mamy klasyczne, proste ale też zupełnie szalone a także tematyczne (dzieci, wakacje itp). Ja korzystałem z elementów – stron wzorcowych ale ponieważ chciałem zachować prosty, czysty układ zrezygnowałem z podpisów i dodatkowych ozdobników. Cały proces układania jest bardzo intuicyjny i szybki. Aplikacja działa stabilnie i daje nam naprawdę wiele możliwości wpływania na ostateczny wygląd naszego albumu. Ciekawe efekty daje umieszczenie zdjęcia na rozkładówce, jest to bardzo atrakcyjne szczególnie dla panoramicznych widoków. Strony łączone są „na płasko” więc tak rozmieszczone zdjęcia robią duże wrażenie.

Panoramy robią wrażenie
Panoramy robią wrażenie

Plusem jest też szybka możliwość zamiany zdjęć miejscami lub podmiana zdjęcia na inne. Kiedy już książka jest gotowa jednym kliknięciem wysyłamy ją do producenta. Taki gotowy projekt foto-książki jest zapisany na serwerach producenta i jeśli nie zrezygnujemy z tej funkcji możemy jednym kliknięciem zamówić kolejną kopię. Mamy też możliwość udostępnienia książki znajomym i wtedy oni także poza obejrzeniem jej cyfrowej wersji mogą zamówić taką dla siebie. Po zamówieniu pozostaje czekać na dostawę. Mamy ciągły podgląd stanu zamówienia. Można powiedzieć, że książka drukowana jest „od ręki” ale dotarcie do nas zajmuje jej więcej czasu ponieważ drukowana jest w Niemczech. To ten transport uważam za najsłabszy aspekt ale nie uprzedzajmy faktów.

Książka już jest!

Otwieramy kartonową kopertę, w środku jest zafoliowana książka. Za dopłatą (niemałą) można zamówić piękne pudełko prezentowe ale ja wybrałem wariant ekonomiczny. Pierwsze co uderza to jakość. Wydruk jest po prostu perfekcyjny. Przeglądałem już kilka foto-książek i często znajduję w nich smugi albo nierówności w druku (szczególnie trudnych elementów takich jak duże jednolite powierzchnie czy subtelne przejścia tonalne). W przypadku tej książki nie ma żadnych takich elementów.

Do książki wybrałem zdjęcia zrobione różnej klasy aparatami z GoPro włącznie i wszystkie wyszły jak należy. Zdjęcia wyglądały dokładnie tak jak na moim ekranie (skalibrowanym) zarówno w kwestii koloru, nasycenia jak i jasności. Papier, na którym są drukowane jest gruby. Wolałbym cieńszy żeby całość miała charakter książkowego albumu ale zaznaczam, że jakość raczej by na tym ucierpiała. Wybrałem papier matowy, jest przyjemny w dotyku, przypomina syntetyczny materiał wysokiej jakości. Wykończenie introligatorskie także bez zarzutu – nic nie odstaje, strony łączone na płasko – niemiecka perfekcja. To właśnie jakość druku, płynność z jaką zdjęcia panoramiczne przechodzą ze strony na stronę robiły największe wrażenie na oglądających.

Niestety był problem. Choć koperta, w której dotarła do mnie książka nie była w żaden sposób naruszona czy zniszczona książka miała zagięte narożniki i co gorsza – grzbiet. Narożniki nie były problemem ale grzbiet „wdusił” strony w środku na łączeniu w widoczny sposób. Mam wrażenie, że wynikało to z tego, że książka w kartonie ruszała się swobodnie. Zgłosiłem to producentowi i zaproponowano mi ponowny druk i wysyłkę. Niestety druga książka również miała podobne uszkodzenia. Tym razem zagięte były same narożniki więc nie było widać uszkodzeń na stronach. Pewnie gdybym zamówił opcjonalne pudełko nie byłoby takiego problemu ale to oznacza dopłatę prawie 100 zł! Tutaj dochodzimy do największej wady…

Ile to kosztuje?

Zamówiłem foto-książkę w formacie A4 (poziomo) ze zwykłą, błyszcząca okładką (grubsza okładka watowana oznacza dopłatę). Do tego 64 strony matowe (wariant błyszczący za dopłatą). Na tyle okładki mały kod (bez kodu – dopłata). Za całość zapłaciłem około 350 zł w tym 20 zł to koszt wysyłki. Będę szczery – bez kodu rabatowego raczej bym się nie zdecydował. Może to moja poznańska dusza a może po prostu widzę ile i jakich odbitek mógłbym zamówić za taką kwotę. Zaznaczam – widać, za co płacimy i nie wiem czy można to zrobić jeszcze lepiej. Jeśli więc portfel i sumienie Wam na to pozwolą odsyłam na www.saal-digital.pl. Najlepszy (choć na pewno nie najtańszy) sposób żeby mieć wspomnienia na półce na wyciągnięcie ręki.

Dodaj komentarz

Kliknij żeby dodać post